Nareszcie udało się wykonać trasę zaplanowana na czerwiec. Dzień wcześniej dzięki temu blogowi poznałem Bartka, z którym postanowiłem w poniedziałek właśnie zrobić tą trasę do Kamieńca Nie znaliśmy się wcześniej i rozmawialiśmy przez gg bardzo mało ze sobą, ale jednak postanowiliśmy razem pokonać tą dość długą trasę.
Spotkaliśmy się i wyjechaliśmy o 9:30 z tamy nad zalewem. Udaliśmy się rozmawiając ze sobą, poznając siebie w stronę Pieszyc. Rozmowa spowodowała, że droga była bardzo miła i nawet się nie spostrzegliśmy jak mięliśmy Pieszyce. Bez przerwy jechaliśmy dalej, w Bielawie zgubiłem trasę, ale miejscowi naprowadzili nas na odpowiednią drogę. Najtrudniejszym momentem całej trasy była wspinaczka pod górę od Bielawy dobre kilka km. W jednej z wiosek zatrzymaliśmy się na chwilkę, aby porobić zdjęcia dworkowi.
Jakiś dworek w wiosce za Bielawą:) .
Później przerwa była już w samym Kamieńcu Ząbkowickim. Trasa była naprawdę dla mnie bardzo przyjemna. Poznaliśmy się trochę i było, o czym pogadać. Po drodze zgubiłem trasę, bo ja nas prowadziłem, chyba jeszcze tylko 2x, ale nie musieliśmy dużo nadrabiać, bo szybko się orientowaliśmy, że coś jest nie tak. W samym kamieńcu objechaliśmy zamek dookoła, nawet się nie pytaliśmy czy można do niego wejść :P.
Zdjęcia z Zamku Kamieniec Ząbkowicki :)
Bartek, on istnieje :P
Ale mam głupią mine, jak zwykle;p
Zabezpieczenia :)
Zabezpieczenia cd. :)
Most kolejowy w Kamięńcu.
Po obejrzeniu zamku dookoła zrobiliśmy przerwę około 20min koło sklepu spożywczego, zjedliśmy cos, uzupełniliśmy zapas wody. Następny przystanek w drodze powrotnej był w samych Ząbkowicach. Tam też zgubiłem drogę i wnosiłem nasze rowery pod górkę, bo Bartek coś nie mógł dać rady. Zrobiliśmy kilka zdjęć, a ja w czasie wnoszenia swojego roweru po schodach pobrudziłem sobie cała bluzę smarem od łańcucha z boku. Tak uświniony wracałem już do domu.
Zamek w Frankenstein :)
Wracając główną drogą postanowiliśmy jednak zmienić trochę trasę, bo ta byłą ciężka i cały czas mijały nas jakieś samochody. Bartek już rady nie dawał i wcale mu się nie dziwie, bo to była długa trasa. Przerwę dopiero zrobiliśmy w Lutomi Górnej, wtedy jeszcze nie czułem, że naciągnąłem sobie mięśnie na prawej nodze, ale przypuszczam, dla czego tak się stało. Ponieważ często zwalniałem na górkach na ciężkich przerzutkach zwalniając i czekając na Bartka. Prócz tego, że boli mnie ta prawa noga to w ogóle nie odczułem tej trasy. Musze dodać jeszcze, że bardzo miło mi się z Bartek jechało i żadnego jego zdjęcia nie mam, bo nie chciał abym mu jakieś zrobił, więc umieściłem tylko te jedno. Umówiliśmy się, że może jeszcze raz się wybierzemy tym razem do Srebrnej Góry i Skalne Miasto.